Podatek od internetowego hazardu może rozbić bank
Kiedy członek Izby Reprezentantów Jim McDermott zaczął szukać źródeł lepszego finansowania rodzin zastępczych, trafił na kartę, która może rozbić bank: opodatkowanie internetowego hazardu. Ten polityk z Partii Demokratycznej liczy, że podatek od pokera i innych gier hazardowych prowadzonych online może przynieść władzom federalym aż 42 mld dol. w ciągu 10 lat. Tak wynika z analizy przygotowanej przez biuro Kongresu. Poszczególne stany mogłyby zarobić nawet 30 mld dol.
- Ludzie zawsze będą to robić, a więc warto sięgnąć po parę grosza z tego. Dostałem tysiące pomysłów na to, co powinniśmy zrobić z tymi pieniędzmi – opowiadał McDermott w wywiadzie. W środę Komisja Środków Budżetowych Izby zajmie się jego wnioskiem, który wymagałby m.in. uchwalenia osobnej ustawy legalizującej pewne rodzaje internetowego hazardu i wstrzymania ustawy mającej zakazać od czerwca zakładów bukmacherskich w sieci. Nowa ustawa zezwoliłaby mieszkańcom USA na gry hazardowe za pośrednictwem firm z licencją Departamentu Skarbu.
Największa firma kasynowa na świecie – Harrah’s Entertainment z Las Vegas – należi do grupy lobbującej w Kongresie na rzecz legalizacji internetowego hazardu. Zwolennicy legalizacji, uregulowania i opodatkowania hazardu w sieci tacy jak dyrektor Stowarzyszenia Graczy w Pokera John Pappas twierdzą, że coraz więcej Amerykanów obstawia swoje pieniądze u zagranicznych operatorów.
- Hazard w sieci stworzy Kongresowi nowe znaczne źródło dochodów, które jest już gotowe do wykorzystania – mówi Michael Waxman, rzecznik waszyngtońskiej grupy nacisku pod nazwą Inicjatywa na rzecz Bezpiecznego Hazardu Internetowego. Reprezentuje ona firmy świadczące usługi finansowe np. operatora płatności z Wlk. Brytanii UC Group.
Przeciwnicy, np. Chad Hills, analityk ds. hazardu organizacji prorodzinnej Focus on the Family z Colorado Springs, obawiają się, że zyski z podatków będą zrównoważone przez koszty społeczne takie jak uzależnienie od gry. - Internetowy hazard to najbardziej agresywna, uzależniająca forma gry. Jeśli ludzie siedzą w piżamach na kanapie i grają na kilku stronach naraz, jak to zmieni nasz kraj? – pyta Hills.
Obroty internetowego hazardu prowadzonego przez Amerykanów w zagranicznych serwisach mają, według danych brytyjskiej firmy H2 Gambling Capital, wzrosnąć z 5,4 mld dol. w ub.r do 5,7 mld dol. w 2010 r. Globalny rynek wart jest ok. 30 mld dol. Zdaniem H2, jeśli USA zalegalizują gry, rynek mógłby wzrosnąć w ciągu 5 lat do 24 mld dol. Dane nie obejmują bukmacherskich zakładów sportowych, na które kongresmeni nie zamierzają zezwolić.
Do największych serwisow hazardowych dla graczy z USA należą Poker Stars z Wyspy Man oraz Full Tilt Poker z Irlandii.
- Ludzie zawsze znajdą sposób na przelanie pieniędzy i zagranie przez internet. To zjawisko narasta i dlatego Kongres musi działać – mówi Pappas.
Projekt McDermotta zależy od uchwalenia ustawy zgłoszonej przez Barneya Franka, przewodniczącego komisji ds. usług finansowych Izby, która przewiduje zniesienie zakazu większości form internetowego hazardu.
Ustawa Franka ograniczy zakres działania przepisów przyjętych w 2006 r., które od przyszłego miesiąca mają zakazać bankom obsługi przelewów do zagraniczncyh serwisów hazardowych. Krytycy tych przepisów twierdzą, że nie czynią one rozróżnienia między legalnym a nielegalnym obstawianiem pieniędzy w sieci. Niektóre stany zezwalają bowiem na internetowe zakłady bukmacherskie dotyczące wyścigów konnych i psich. Kalifornia z kolei zezwala na zakup przez internet losów loterii.
Frank proponuje, by licencjonowane firmy hazardowe wprowadziły zabezpieczenia przed nieletnimi i uzależnionymi graczami a także nie pozwalały na udział mieszkańcom stanów, które utrzymają zakaz. McDermott i inni zwolennicy tych rozwiązań zapewniają, że odpowiedni nadzór zapobiegnie oszustwom i kradzieży tożsamości.
McDermott chce, aby operatorzy internetowego hazardu płacili od złożonych depozytów 2% podatku władzom federalnym i 6% władzom stanowym. Państwo zbierałoby także podatek od zysku a zwycięzcy płaciliby podatek od wygranych.
Frank mówi, że chce przedstawić swówj wniosek komisji ds. usług finansowych po tym, jak Kongres zakończy prace nad ustawami regulującymi Wall Street.
Kongresmen Spencer Bachus, najwyższy rangą republikanin w komisji Franka, zapowiedział, że zrobi wszystko co możliwe, by nie dopuścić do legalizacji zakładów internetowych, ktore nazwał „hazardowym odpowiednikiem kokainowrgo cracku”. - Wiem, że państwo szuka pieniędzy, ale jeśli coś działa tak destrukcyjnie na społeczeństwo, nie powinno się do tego dopuszczać nawet za 40 mld dol. – powiedział.
źródło:
onet.pl